Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. W tych trzech słowach można zawrzeć cały mój wyjazd na te zawody. Wystartowałem na dystansie rekreacyjnym 4,4 km, czyli dwa okrążenia. Zawody "profi" to 5 okrążeń po trasie składającej się po części z asfaltu, kamyczków na podbudowie z betonu oraz drogi gruntowej dobrze ubitej. Ten zestaw nie za bardzo przypada mi do gustu, stąd wybór krótszej trasy.
Zawody tej rangi mają bardzo dobrą oprawę: były występy muzyczne, były studentki z Wyższej Szkoły Fizjoterapii, które po zakończeniu marszu likwidowały w naszych mięśniach wszelkie dolegliwości, był kramik z kijami i literaturą nordikową prowadzony przez Aleksandra Wolańskiego, który dla zawodników "rekreacyjnym" prowadził rozgrzewkę.
Kiedy zorientowałem się kto sprzedał mi książkę, to ona bezpiecznie leżała na stoliku w hostelu. Pobiegłem po książkę i udało się zdobyć auograf autora wraz z dedykacją.
Po zawodach była oczywiście dekoracja. Najpierw zwycięzcy "generalki", potem kategorie wiekowe i grupowe, na koniec zwycięzcy klasyfikacji niepełnosprawnych i najlepsze rodziny. W tych przedostatnich wielka niespodzianka: wyczytali moje nazwisko! Szok i niedowierzanie. Jak to? Udało się? Nic się nie udało. Ostry trening poranny i niezłe tempo w zawodach skutkowały trzecim miejscem!
Tak dumny z siebie i swojego wyniku nigdy nie byłem! Opłacało się jechać tak daleko! I w końcu nie wlokłem się na końcu generalki tylko byłem sto dwudziesty pierwszy, czyli w pierwszej połowie.
W domu już szykuję półkę pod kolejne trofea. Będzie ostra walka.
Za rok chcę być zwycięzcą w swojej kategorii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze zawierające wulgaryzmy lub linki będą usuwane